Wprowadzenie — odsetki od kwot, których nigdy nie dostaliśmy
— Wyobraźmy sobie zupełnie codzienną sytuację. Idziemy do salonu, kupujemy nowy samochód. Cena to równe sto tysięcy złotych. Do tego dobieramy usługę dostawy pod same drzwi — powiedzmy dodatkowe pięć tysięcy. Ale nie wykładamy tej gotówki od razu; prosimy sprzedawcę, żeby doliczył te pięć tysięcy do rachunku, który będziemy spłacać przez lata.
— Na pierwszy rzut oka brzmi rozsądnie. A potem, po kilku miesiącach, siadamy do papierów i orientujemy się, że sprzedawca nalicza wysokie odsetki nie tylko od wartości samego samochodu, ale też od tych pięciu tysięcy za dostawę. Czyli de facto płacimy odsetki od pieniędzy, których nigdy nie trzymaliśmy w ręku.
— Dokładnie. Od kwoty, która była tylko jednorazowym kosztem. W świecie zwykłej logiki to wydaje się absurdem — ale w polskim sektorze finansowym taki mechanizm przez lata uchodził za standard: pompowało się kapitał bazowy kosztami dodatkowymi, a potem od tej sztucznie powiększonej puli liczyło odsetki. I właśnie ten rzekomo żelazny standard zaczyna na naszych oczach pękać. Dotyczy to praktycznie każdego, kto spłaca jakąkolwiek pożyczkę konsumencką.
Iskra: wyrok TSUE C-744/24
— Iskrą, która odpaliła lont, jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-744/24. Pod koniec kwietnia 2026 r. TSUE wydał orzeczenie i powiedział wprost to, o czym mówiliśmy na przykładzie samochodu: bank nie ma prawa naliczać odsetek od kredytowanych prowizji i składek ubezpieczeniowych.
— Skala zjawiska jest trudna do objęcia. Nie mówimy o niszowych instrumentach dla rekinów z Wall Street, tylko o zwykłych kredytach konsumenckich — do kwoty 255 550 zł. Czyli kredyt na remont, na samochód, na wesele.
— Liczby podawane przez Rzecznika Finansowego pokazują skalę: w 2025 r. wpłynęło do niego ok. 18 tys. wniosków o interwencję, z czego ponad połowa — 9,3 tys. — dotyczyła błędów w oprocentowaniu. W I kwartale 2026 r. było ich już 2,3 tys.
— Mechanizm jest ciekawy z punktu widzenia „inżynierii finansowej". Banki wpisywały do umów całkowitą kwotę kredytu, która zawierała ukryte prowizje, i od tej kwoty naliczały odsetki. TSUE rozbił ten mechanizm, wskazując, że odsetki to cena za korzystanie z pożyczonego kapitału — a jeśli klient nie dostał tych pieniędzy do ręki, bo bank od razu pobrał je jako prowizję, to nie ma podstaw, by za nie płacić.
Druga kostka domina: pytanie z Krakowa i SKD
— To orzeczenie to dopiero pierwsza kostka domina. W kolejce do Trybunału czeka pytanie sądu z Krakowa: czy wadliwe wyliczenia i idące za nimi błędnie wskazane RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania) stanowią przesłankę uruchomienia sankcji kredytu darmowego.
— Warto wyjaśnić mechanikę SKD. To nie jest drobna obniżka marży. Gdy kredytodawca łamie przepisy ustawy o kredycie konsumenckim — na przykład błędnie podając koszty w umowie — konsument może (po spełnieniu przesłanek i złożeniu oświadczenia) zwrócić wyłącznie sam pożyczony kapitał: bez odsetek i bez prowizji. Czyli oddajemy tyle, ile faktycznie dostaliśmy przelewem.
— Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć: wyrok C-744/24 sam w sobie nie przesądził, że SKD przysługuje automatycznie. Jeśli krakowskie pytanie przyniesie prokonsumencką odpowiedź, może to otworzyć drogę do SKD w bardzo wielu umowach — ale o tym, czy sankcja przysługuje w konkretnym przypadku, zawsze rozstrzyga sąd po analizie danej umowy. Nie ma tu automatu ani gwarancji wyniku.
— Rzecznik zaznacza, że to nie czas na kosmetyczne zmiany w regulaminach. Branża dostała od Trybunału gotowy wzór: jeśli chce utrzymać zyski w nowych umowach, musi podnieść oprocentowanie na kwocie faktycznie wypłacanej — koniec z ukrywaniem kosztów.
Dlaczego Rzecznik mówi o ugodach
— I tu pojawia się zgrzyt. Skoro na stole są twarde wyroki, a do Rzecznika spływają dziesiątki tysięcy wniosków, racjonalne byłoby uporządkowanie tego bałaganu. Tymczasem Rzecznik musi przypominać bankom sprawę państwa Dziubaków — wyrok C-260/18, który kilka lat temu zmienił rynek kredytów frankowych.
— Ostrzega sektor, by nie chował głowy w piasek — bo „siedzieć cicho to prosić się o większe problemy". Proponuje, by banki zawierały ugody już na etapie reklamacji, zanim sprawy trafią do sądów.
— Trzeba zadać brutalne pytanie biznesowe: dlaczego korporacja miałaby oddawać pieniądze z własnej woli na etapie reklamacji? W krótkim terminie strategia „przeczekania" — zmuszenia klienta, by sam poszedł do sądu — wydaje się zyskowna.
— I to właśnie punktuje Rzecznik. Bo gdy problem przebija się do świadomości społecznej, sprawy trafiają na wokandy lawinowo. Polski system nie rozwiązuje ich systemowo jedną ustawą — każda sprawa jest oceniana indywidualnie, a to oznacza chaos orzeczniczy: sędzia w Rzeszowie może ocenić ten sam mechanizm inaczej niż sędzia w Szczecinie. Bank traci kontrolę nad własnymi kosztami — do roszczeń dochodzą koszty obsługi prawnej, koszty sądowe i odsetki ustawowe rosnące latami. Ugoda na etapie reklamacji pozwala oszacować stratę i zamknąć problem.
— Pojawia się też wątek polityczny: rządowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim rozważa tzw. sankcję kredytu półdarmowego — zamiast zwrotu całego kapitału bez kosztów, konsument i bank „spotykaliby się w połowie drogi". Rzecznik to krytykuje: skoro sensem SKD jest odstraszanie od łamania prawa, złagodzenie kary ten sens osłabia.
Drugi front: kredyty „na klik" i oszustwa
— Skoro stare modele są rozbijane przez trybunały, sektor przyspiesza akcję kredytową w nowych produktach. Wchodzimy w epokę kredytów „na klik" — i w wojnę banków z big-techami o uwagę, ekran i portfel konsumenta. Bronią stał się interfejs: wzięcie kredytu na kilkadziesiąt tysięcy ma być równie proste, co polubienie zdjęcia.
— I to rodzi koszmarne konsekwencje. Rzecznik alarmuje o ok. 10 tys. skarg w latach 2022–2025 dotyczących oszustw i scamów powiązanych z błyskawicznymi pożyczkami.
— Mechanika typowego scamu: ktoś dzwoni, podaje się za pracownika banku, stosuje presję czasu — „środki są zagrożone, trzeba działać natychmiast". Ofiara w panice loguje się do aplikacji, a ta jest zaprojektowana, by udzielać kredytu „na klik". Oszust w dwie minuty doprowadza do zaciągnięcia maksymalnego dostępnego kredytu i przelania go na „konto techniczne" — w rzeczywistości konto słupa. Zanim ofiara się zorientuje, pieniądze są wyprane przez giełdy kryptowalut, a zostaje realny dług.
— I tu największy absurd: kupując buty za dwieście złotych mamy 14 dni na zwrot, a biorąc 50 tys. zł długu za pomocą rozpoznawania twarzy — żadnego bufora. Do lekarza specjalisty czekamy miesiącami, a kredyt dostajemy w sekundę. Tarcie usunięto w imię wygody, ale kosztem bezpieczeństwa.
— Rzecznik stawia sprawę jasno: banki nie mogą zrzucać całej winy na klientów, skoro same projektują systemy podatne na ataki. Konkretne pomysły: domyślne blokady na kredyty impulsywne i osobne warianty aplikacji dla seniorów (np. konieczność telefonu na infolinię lub 24 h oczekiwania przy kredycie powyżej pewnej kwoty). Do tego obowiązek informacyjny oparty na infografice: „weźmiesz tyle, rata wynosi X, a jeśli stopy wzrosną — Y".
Trzeci front: rynek kancelarii odszkodowawczych
— W tę lukę — wadliwe stare umowy plus nowa fala poszkodowanych — wkracza trzeci gracz. Wywiad obnaża rzeczywistość tzw. kancelarii frankowych i spółek odszkodowawczych. Intuicyjnie „kancelaria" kojarzy się z prawnikiem po studiach i egzaminie, z kodeksem etyki i obowiązkowym ubezpieczeniem. Tymczasem na rynku operują podmioty, które prawnikami nie są — często spółki z o.o. z minimalnym kapitałem 5 000 zł, obracające roszczeniami o dużej wartości.
— Rzecznik alarmuje, że ten rynek wymaga regulacji. Tradycyjny adwokat czy radca nie może prowadzić agresywnych kampanii, obiecywać cudów ani dzielić się wynagrodzeniem z pośrednikami bez zasad. W przeszłości takie firmy potrafiły docierać do ofiar wypadków w karetkach czy do rodzin na cmentarzach — a teraz ten model przenosi się na rynek pozwów bankowych.
— Zagrajmy chwilę w adwokata diabła: czy te spółki nie wyrównują szans? Przez lata droga do prawnika bywała zamknięta dla przeciętnej osoby — brak wiedzy i kilkunastu tysięcy na start. Spółki biorące sprawy „taśmowo", bez opłat na start, za procent od wygranej (success fee), faktycznie zdemokratyzowały dostęp.
— To celna diagnoza problemu dostępu do sprawiedliwości. Ale spójrzmy na ryzyko: powierzenie bezpieczeństwa finansowego spółce z kapitałem 5 000 zł to ruletka. Taka spółka dba o wynik finansowy udziałowców, a jeśli sprawa idzie źle — może ogłosić upadłość. Rzecznik przypomina głośny przypadek firmy EuCO, giganta branży odszkodowawczej, który upadł. Gdy taka spółka bankrutuje, odzyskane pieniądze mogą utknąć w masie upadłościowej, a konsument zostaje z kosztami sądowymi i wciąż spłacanym kredytem.
— Stąd apel o zrównanie zasad: realne ubezpieczenia i odpowiedzialność dla każdego podmiotu prowadzącego takie sprawy. To także argument, by sprawę o SKD prowadzić bezpośrednio, jako klient kancelarii adwokatów i radców prawnych — a nie przez „sprzedaż" roszczenia firmie skupującej wierzytelności. Dotyczy to także firm pożyczkowych.
Podsumowanie
— Układanka składa się w jeden obraz na trzech frontach: stare błędy w naliczaniu odsetek od kosztów, które otwierają drogę do SKD; era kredytów „na klik", gdzie usunięto bufory bezpieczeństwa; oraz nieuregulowane podmioty żerujące na całym zamieszaniu.
— Architektura zaufania do pieniądza jest przebudowywana. Ciężar odpowiedzialności przesuwa się z konsumenta na projektantów systemów, a sądy i regulatorzy dostrzegają asymetrię sił między korporacją a człowiekiem. To bywa bolesne, ale w długim terminie może oczyścić rynek. Warto czasem spojrzeć krytycznym okiem na własny ekran telefonu.
— Jeśli rozważasz złożenie oświadczenia o SKD, zacznij od sprawdzarki SKD lub kalkulatora korzyści i pamiętaj o terminie zawitym — 1 rok od wykonania umowy. Kontakt: pln@adwokatjsosnowski.pl.
Najczęstsze pytania
Czy wyrok TSUE C-744/24 oznacza automatyczną sankcję kredytu darmowego?
Jakich kredytów dotyczy SKD?
Ile mam czasu na złożenie oświadczenia o SKD?
Czy lepiej prowadzić sprawę przez kancelarię, czy „sprzedać” roszczenie firmie odszkodowawczej?
Powiązane artykuły
- Orzecznictwo TSUEWyrok TSUE C-744/24 a sankcja kredytu darmowego — przewodnik23 kwietnia 2026 r. TSUE zakwestionował naliczanie odsetek od kwot nieudostępnionych konsumentowi. Wyjaśniamy, co to oznacza dla spraw SKD w Polsce.
- PoradnikiCesja roszczeń SKD — dlaczego nie warto sprzedawać sprawyFirmy skupujące roszczenia SKD oferują 30–50% wartości od ręki. W rzeczywistości pochłaniają większość należnej kwoty. Jak rozpoznać uczciwą ofertę pomocy.
- BankiFirmy pożyczkowe a SKD — konstrukcje kosztów najczęściej analizowane (2026)Pożyczki pozabankowe (Provident, Vivus, Wonga, Aasa i in.) podlegają sankcji kredytu darmowego. Omawiamy mechanizmy kosztów po wyroku TSUE C-744/24.
Treść artykułu ma charakter informacyjny i nie stanowi indywidualnej porady prawnej. Każda sprawa wymaga analizy konkretnej umowy. Wynik postępowania sądowego zależy każdorazowo od oceny sądu.